Blog serwisu fiesta-mk6.pl



To takie małe miejsce na informacje o stronie i nie tylko

Strona jest małym blogiem o mnie, o Fieście, stronie i wszystkim co chcę sobie napisać ;)

18.09.2020
Jestem człowiekiem dinozaurem internetowym :d wchowanym na htmlu. W usmie mój pierwszy komputer to był Intel 386sx o szokującej prędkości 33MHz, 4MB (!) ram i 270MB dysku twardego. To był rok 1996. Grałem sobie w Dooma I, był DOS, Windows 3.11, a Internet to był wielki smok z połączeniem modemowym o prędości 33,6kbs.
Minęło parę lat, dorosłem, skończyłem studia i zrobiłem kilka komercyjnych stron www dla jakiejś knajpki, firmy farmaceutycznej, wydawnictwa, itd. Królował sobie Frontpage Microsoftu na początku XXI wieku. Nikt mnie tego nie uczył (w liceum dopiero mnie zaczęli uczyć jakoś w 1995 roku podstaw komputera, a sam informatyk jeszcze chyba nie wiedział czego nas uczy). Html poznawałem sam w wersji 3.2 i potem długo 4.0.1.

Gdy zadomowił się html 5, bardzo długo nie chciałem przyjąć tego do wiadomości. Powstała ta strona, też na początku w html 4. Tak naprawdę to współczesne standardy zagościły dopiero teraz, gdy to piszę czyli w lecie 2020 roku.

Dziś ludzie w 99,99% tworzą mniej lub bardziej rozbudowane strony na podstawie CMSów takich jak WordPress lub inne. Gdzieś tam, kiedyś, w pracy musiałem ich używać, ale nie lubię ich. Chcę całkowicie panować nad kodem strony, wiedzieć gdzie co jest i jak jest zbudowane i jak działa od A do Z. Nie trafia do mnie, że jakiś program za mnie to wykona, bo wiem że w kodzie będzie burdel. Płacenie jakiejś firmie za wykonanie strony jest bez sensu w moim przekonaniu, bo skoro mogę ją wykonać sam, to po co płacić innym?

No więc dziś już FrontPage'a nie ma, ale jest Microsoft Expression Web 4. Też dość stare już narzędzie, bo sprzed prawie 10 lat, ale darmowe i wyglądem jaki znam, rozumiem, wsparciem dla html5 (choć nie do końca). Poza tym moim narzędziem jest też... Notatnik Windowsa :d Ten tekst też w nim teraz piszę :d :d :d
Sporo czasu poświęciłem na nauczenie się nowych technik tworzenia strony www. Oczywiście nie znam się na wszystkim, to tylko narzędzia do pracy przy stronie www, nie jest to moje hobby również. Wspomagam się jeszcze narzędziem WebSite Auditor to analizy SEO (pozycjonowania stron w wyszukiwarkach). Też w wersji darmowej, bo wersja płatna jest zabójczo droga (1400zł co rok).

No więc powstała ta strona o Fieście. Rok wcześniej przed jej stworzeniem kupiłem Forda Fiestę. W sumie miała być Mazda 3 lub Rover Mini, ale padło na Fiestę bo mała z mocnym silnikiem, wyposażona i... mieściła się w moim budżecie. Dopiero jak Fiestę kupiłem i zapisałem się na kilka for internetowych o tym aucie, to zacząłem je poznawać. Wcześniej nic, ale to totalnie nic nie wiedziałem. Ok, miałem wiedzę wyniesioną z poprzedniego auta i jakiś prac caraudio, ale z grubsza tyle.
Przy w sumie prawie 15 lat należałem do Klubu Daewoo Lanosa, bo takie auto miałem. Był też drugi wewnętrzny klub, tzw Orlen Team... Jak w zeszłym roku zagościłem na spocie Fordów w Warszawie to przekonałem się, że to już nie te czasy. Tu się spotyka na grillu lub w knajpie grupa znajomych, ale w dawnym klubie to była grupa przyjaciół, pomagająca sobie i dbająca o siebie. Może źle oceniam dziś ludzi, których spotkałem w sumie raz na żywo, ale tego "czegoś" mi brakowało.
Choć tamten klub już od dawna nie istnieje, to ludzie zostali. To wspaniali ludzie.
Po latach miałem nadzieję że coś takiego uda się gdzies w innymi miejscu zastać, okazało się, że niekoniecznie. Nieważne. Tu też poznałem kilka ciekawych osób, choć na razie o jakiś przyjaźniach trudno mówić.

Co do hobby, to temat Fiesty nie był nim. Dziś może jest, ale gdyby nie ta strona, to też pewnie bym się tak dogłębnie nie ineresował tym autem. Moim celem było auto wyremontować, upiększyć, wygłuszyć, zrobić fajne audio i cieszyć się autem. Przy okazji okazało się, że o materiały jest dość trudno, są rozproszone, niejawne, płatne, mylne i absolutnie błędne. Setki razy myliłem się zanim doszedłem do celu.
Czasem w aucie widziałem np niebieski przewód, opisany na forach jako czerwony, w schemacie jako żółty. Okazywało się też, że w autach innych osób on jest różowy, albo zielony. No dobra, aż tak źle nie jest, ale czasem bardzo to jest pogmatwane.

Nie jestem mechanikiem, nie jestem elektrykiem. Rozrządu nie wymienię, wyczajnie bałbym się coś popsuć, nie mam warunków do tego typu prac, ani odpowiednich narzędzi. Lubię sobie pogrzebać przy aucie, jak większość facetów :d ale tylko tyle. Gdy zacząłem zbierać informacje na stronę, zacząłem się dokształcać. Dziś wiem dużo, ale daleko mi do wiedzy pełnej. Umiem rozebrać (to chyba sporo osób potrafi :D) i złożyć (a to już mniej :d ) wnętrza auta.

W zeszłym roku miałem bardzo przykrą przygodę z prądem. Wieszałem nowy bojler na działce, tata wiercił w ścianie dziury pod jego mocowania, wywiercił, bojler powiesiliśmy i działał doskonale zamknięty w nowej szafce. Niestety potem brałem prysznic i po wejściu do brodzika tak mnie przeszył prąd, że wyrzuciło mnie do tyłu jak w hollywódzkich filmach akcji... okazało się że tata przewiercił pod hak przewód zasilający z prądem, podłączył tym samym bojler pod 220V i uszkodził uziemienie. Bomba doskonała.
W każdym razie do dziś mam drobne neurologiczne problemy i nawet prąd samochodu "dość" niekorzystnie na mnie działa. Dlatego wszelkie prace przy aucie z prądem związane prowadzę po mału, lub ich nie robię (na razie).

Jak już pisałem, ta strona miała być małym blogiem technicznym, a wyszła mega kobyłą. Dziś ma prawie 90 podstron, rocznie odwiedza ją prawie 150 tysięcy osób (!) wg Google Analytics. I jeszcze ostatnio okazało się że mam stałego, anglojęzycznego, czytelnika w Australii. Nie spodziewałem się i nie oczekiwałem takiej popularności strony. Z drugiej strony to jest absolutna nisza, bo konkurencji brak. Niestety byłem naiwny licząc, że ta popularność przełoży się na, możliwy przynajmniej zwrot, kosztów. Spróbowałem więc dołożyć reklamy. W końcu rok w rok płacę za serwer, domenę, https co daje ok 700zł. Niestety przez kilka (cztery) miesięcy programu z takich reklam zebrało się nie całe 100zł, a prób wypłaceń jest powyżej 300. Popularność strony z reklamami też od razu spadła o... połowę. Reklamy usunąłem.

A tak swoją drogą to jeśli ktoś jest ciekaw co jest tak naprawdę moim hobby i życiem, to pewnie się zdziwi. Nie strona,nie zupełnie Fiesta, tylko fotografia (jako hobby i zawód, bo przy 10 lat miałem firmę fotograficzną, nawet agencję fotograficzną - fotografowałem zawodowo na koncertach rockowych i metalowych, na WOŚP, wydarzenia inne też). A także infrastruktura drogowa i komunikacyjna i zagodposdarowanie przestrzenne (też hobby i praca). 15 lat w stowarzyszeniu SISKOM, 5 lat w prezydium branżowej komisji dialogi społecznego ds transportu m.st. Warszawy i 2 lata jako wykładowca akademicki w tej tematyce.
A fotografia dziś to od strony artystycznej jest moją pasją/hobby. 16 w sumie miałem wystaw fotograficznych, podyplomowo studiowałem na ASP w Warszawie.
I ta część artystyczna musi się pogodzić z częścią techniczną nt dróg i techniczną nt Fiesty. Różne bajki prawda?

20.09.2020
To teraz z innej bajki, czyli o Fieście. Jak już ktoś pewnie zauważył, jednym z moich ulubionych tematów jest temat caraudio i wygłuszanie. Część osób uwielbia słyszeć ryk silnika i czuć każdy element samochodu. To dobre przy V6, lub większym silniku. Ja chciałbym jeździć pięknym autem klasy średniej wyżej, ale mnie nie stać.  Tak już w życiu wyszło, że stać mnie na Forda Fiestę i to nie nowego, tylko dziś już 13-letniego pojazdu. Tak swoją drogą to bardzo mi się podoba Ford Ka+ z małych aut mimo w sumie niewielkiego silnika 1.2 85KM, to wnętrze w wersji najbogatszej, bardzo mi pasuje i trafia w moje gusta.
W każdym razie skoro mam już Fiestę to zależy mi na jak największym komforcie jazdy polegajacym na ciszy, gdy nie gra mi muzyka. Ta gra często, ale nie zawsze. Wtedy nie chcę słyszeć odgłosów innych aut, ulicy, warczenia stojącego autobusu obok... dlatego też wygłuszam jak głupi to moje auto. Efekty są, ale skoro można coś poprawić, to robię to ponownie, aż do oczekiwanego efektu. Właśnie teraz jak to piszę, to wygłuszałem i będę jeszcze wygłuszał/poprawiał wiele różnych elementów wnętrza auta. Warto, naprawdę warto.

Co do caraudio to wydawało mi się, że się znam i umiem podłączyć, skonfigurować sprzęt. Właściwie, tak też zrobiłem, ale gdy pojawiły się problemy wynikłe po jakimś czasie - miałem problem z ich naprawą. Parę tygodni temu odkryłem, że nie gra mi prawie wogóle tweeter lewej przedniej strony, a woofer grał doskonale. Rozbierałem, ustawiałem i nic. Finalnie oddałem auto specjalistom z firmy caraudio, którzy dośćszybko znaleźli problem. Okazało się, że złącze przy zwrotnicy zaśniedziało (choć samo w sobie było dobrze podłączone), przepływ pradu był ograniczony, więc nie głośnik nie grał prawidłowo. Ja to widziałem wcześniej, ale nie przyszło mi to do głowy, że to ma znaczenie. Teraz już to wiem.
Z innej bajki to popsuł mi się jeden z tylnych głośników. Nie był tani, komplet dwóch kosztował mnie 800zł. Drugi gra świetnie, ale ten pierwszy gra jakieś 90% ciszej. Uszkodzenie magnesu, rzecz naprawialna, ale nie wiem czy chcę. Zrobię coś czego nie chciałem wcześniej robić, czyli założę 16,5cm woofery na tył, specjalnie pracujące w paśmie do 4000Hz. Tu też wyszła moja niewiedza w kwestii konfiguracji sceny audio w aucie. Nowe radio zyskało możlwość ustawienia na ekranie sceny w konfiguracji odległości położenia głośników. Firma caraudio ustawiła odpowiednio przód, tył i nagle cud. Gra świetnie, piosenkarz jest "na środku z przodu", a nie z tyłu. Samo podłączenie sprzętu to jednak nie wszystko. Teraz jestem już mądrzejszy o tą wiedzę.

Tak swoją drogą to do wszelkich prac przy aucie warto mieć kawałek własnej ziemi lub jakieś pomieszczenie. Niesty garażu nie posiadam, ale posiadam działkę letniskową 1000m2 przestrzeni, godzinkę jazdy od mojego miejsca zamieszkania. Jak mi skończą obwodnicę miejską, to będzie raptem góra pół godziny jazdy :D  Własny ogród to świetne miejsce relaksu, ale i prac przy aucie, które stoi sobie w trawie lub na niewielkim najeździe, które wynoszę z piwniczki, montuję i na 40cm nad ziemię autem wjeżdżam. Niestety tylko tyłem da się wjechać, gdyż nisko zawieszony zderzak przedni uniemożliwia to od przeodu. Muszę demontować ten przedni zderzak jeśli zależy mi na wjeżdzie przodem. To jest problem, więc nie częściej niż 1 raz na rok robię taką operację w miarę potrzeb.
Jednak na wielu pracach mechanicznych przy silniku/zawieszeniu/hamulcach nie znam się w praktyce i boję się ich wykonywać. Pewnie bym się przełamał i je robił, ale mam jedno istotne ograniczenie. Jak coś nie pójdzie to pozostanie laweta, a nie wybrażam sobie jej wjazdu w dość ciasne alejki ziemne tej mojej posesji. Nawet szambiarka ma problem (tak, kanalizacji zewnętrznej tu brak).

25.09.2020
Uważajcie na swoje dokumenty :D Mi się udało wczoraj prawie stracić prawo jazdy. I to nie przez prędkość, tylko przez nieuwagę. Pojechałem tankować późną porą na stację paliw. Wziąłem tylko kartę kredytową i prawo jazdy (w końcu nie trzeba innych dokumentów wozić). Ciepło, więc wsadziłem dokumenty do kieszeni. Zatankowałem, zapłaciłem. Wracając przypomniałęm sobie że jeszcze muszę odebrać paczkę z paczkomatu. Podjechałem, odebrałem. Wracam do domu, godzina ok 23. I w domu szok. W kieszeni jest tylko karta kredytowa, prawka brak!
No to myślę, gdzie mogłem zgubić prawko? Ano na stacji benzynowej. Wróciłem na nią. Pracownik sprawdził monitoring. Nic mi nie wypadło, nic mi nikt nie wyciągnął. Szukam dalej. Sprawdzam w aucie, pod siedzeniem, na dywaniku. Nic. Wracam pod paczkomat. Tam też nic.  Szukam na parkingu pod domem. Też nic. Cholera już może trafić, mnie trafiło. Wracam załamany do domu. Sprawdzam termin w urzędzie na wydanie wtórnika już... 13.10 najwcześniej. Niech to cholera! Potrzebuje jednak mieć zaświadczenie np od lekarza dołączone, bo ja prowadzę auto w okularach... i jeszcze opłatę 100zł mam wnosić. Szlag mnie trafia coraz bardziej.
Na FB ktoś podpowiada mi, żeby jeszcze dokłądniej poszukał w aucie. No nic, ostatnia szansa. Godzina około 1 w nocy. Schodzę z latarką na parking (o tej porze to będę za złodzieja robił hahahaha... szukam, szukam i jest !!!!!! znalazłem !!!!! było na szynie mocowania fotela kierowcy od strony tylnej pasażera. Jakim cudem tam się znalazło, to nie mam pojęcia.... ale historia piękna. Dosyć często tak z prawkiem i kartą tylko podróżuję, więc nauczka dla mnie duża, by bardzo na swoje dokumenty uważać.

04.01.2021
Dawno nic tu nie wrzucałem, ale też niewiele się dzieje z uwagi na koronawirusa. Na szczęście ja i moi bliscy zdrowi byli i są, więc jest ok.  Od września udało mi się jednak pojechać dwa razy w góry na dwie wycieczki, raz w Małą Fatrę na Słowacji w październiku i kilka dni temu w Góry Świetokrzyskie.  Dziwne to czasy teraz nastały. Zwykle rodzinnie bym ten czas spędzał gdzieś na nartach na górkach typu Kasprowy czy Łomnica. Tymczasem siedzę na dupie w domu głównie.
Auto jeździ, choć od września udało mi się w nim popsuć przepustnicę i akumulator, obie części musiałem wymienić. Ten ostatni dosłownie dziś, stary mi padł po 2 latach i dwóch miesiącach, a gwarancja opiewała na 2 lata. Mimo to wziąłem taki sam - Varta SilverPlus 52Ah. Coś mi niestety zżarło prąd w aucie, albo sam akumulator był jakiś nie tegeś. Jednego dnia musiałem wcześniej odpalić z kabli i miałem przy nieudanym uruchomieniu 11,6V, a drugi raz - dziś 11V. Co ciekawe w obu przypadkach odpalił i się podładowywał na średnio długich miejsch trasach 20-90km na raz, ale przez kilka dni odpalał i było ok. Muszę teraz sprawdzić czy i co mi mogło prąd zeżreć jeśli to było to, a nie zwyczajnie durny akumulator. Jednak wcześniej od sierpnia nic w aucie nie grzebałem, a do grudnia odpalał bezproblemowo i nic specjalnie mi na postoju prądu  nie jadło.

13.04.2021
Zdrowie dalej dopisuje, rodzice i babcia zaszczepieni, ja dopiero w kolejce na 23 maja na pfizera czekam. Dobija mnie ten cały lockdown i ograniczenia, ale nie popuszczam i nie poddaję się. Część osób już sobie olewa rzeczywistość i mamy tego codzienny kilkudziesięcio tysięczny przykład w szpitalach i kostnicach.  Wolę jeszcze poczekać tych kilka miesięcy i się beztrosko wyluzować po szczepieniach gdzieś na jakiejś plaży, a taki już plan na lipiec mam :)
Dosłownie wczoraj oddałem auto do serwisu, rozrząd, wielorowkowy, pompa wody i alternator. Ten ostatni bo mam 90A, montuję 105A bo stary po 14 latach się buntuje z ładoniem przy moim mocnym sprzęcie audio i wielu innych gadżetach. Miałem też wymienić rozrusznik, stary coś niedomaga, ale na razie część gdzieś ugrzęzła w Inpoście, więc jeszcze sobie część poczeka do następnego razu.
By nie zwariować od nudnego dnia codziennego zająłem się pracami remontowo-budowlanymi na działce. Położyłem podłogę drewnianą, taras ogrodowy z płyt chodnikowych czerwonych, wykopałem wiegaśny korzeń po ściętym drzewie (które zresztą w lutym sam ścinałem, bo uschło rok wcześniej, drzewo było malutkie raptem 15-20m :D ) ale dałem radę :)

02.05.2021
Szczepienie będzie wcześniej 18 maja, jeszcze 16 dni, niektórzy znajomi wyczekali na inne szczepionki, albo poszli na końcóweczki pod koniec dnia, ale cieszę się, że dla mnie powoli towarzyski lockdown się kończy. Wcześniej się bałem, teraz jak III fala spada też się boję, choć już mniej.
Kilka dni temu odbyłem szkolenie żeglarskie na Zegrzu. Ok, mam sternika morskiego, ale zawsze pływałem na morzach, więc  przez wypożyczeniem jakieś małej 8m łódki żaglowej, musiałem sprawdzić się jak to właściwi mi na czymś takim małym wychodzi. Wyszło doskonale, wiec morale moje poszło w górę i też bardzo przyjemnie spędziłem jeden dzień :)
Z samochodem wyszło bardzo dziwnie, bo jak wpominałem wymieniłem alternator i okazało się, że zamiast oczekiwanego 90A miałem zamontowany przez 14 lat 70A część, która po wyjęciu okazało się, że obraca się z takimi oporami, że choćby samo zużycia paliwa musiało być wyższe.
Położyłem też po ponad 3 latach ceramikę na aucie. Kiedyś robił mi to ktoś, teraz robiłem sam. Mocną, tytanową powłokę Kube Bond. Teraz przez kilka dni nie mogę go umyć :D (ograniczenie mycia do 7 dni).  Zaraz po weekendzie majowym jadę z klimatyzacją do serwisu. Kamień zniszczył mi zimą chłodnicę klimy, muszę wymienić ją wraz z osuszaczem i nabić od zera.
Za oknem deszcz, łamane na deszcz i deszczem pogania tegoroczną majówkę, więc siedzę w chałupie na dupie ;) i piszę tu te głupoty :D

01.10.2021
Od dawna już zaszczepiony jestem pfizerem, po wakacjach nad morzem bałtyckim i w górach izerskich.  Od czasu napisania poprzedniego wspisu udało mi się w Fieście założyć hamulce tarczowe na tył (rewelacja, polecam) i jeszcze opony wielosezonowe Michelina. Te ostatnie to dosłownie kilka dni temu. Teraz wymiana letnich i zimowych mnie już nie dotyczy.
Od paru dni też uzupełniam tę stronę www o nowe funkcje. Jak na rok 2021 prowadzę jedną z niewielu stron w Internecie, która przy prawie setce podstron nie jest już taka mała, a którą cały czas opracowuję w edytorze... html a nie jakimś CMSie. I każdy element na każdej podstronie wprowadzam ręcznie, strona po stronie. Automatyki zero, chyba że jakieś linie kodu które się powtarzają skopiuję grupowo w odpowiednie miejsce.
Z innej beczki, to w lipcu miałem swoją miesięczną wystawę fotograficzną. Wystawiałem prace artystyczne w galerii miejskiej w Łodzi w stylowym pałacyku na ul. Wólczańskiej. Lubię pokazywać szerszej publiczności to co robię i cieszę się (jak chyba każdy artysta) z pozytywnego odbioru moich prac. Wystawa była udana. Miło było po okresie zamknięcia w pandemii i wszelakich ograniczeń wyjść do ludzi.
An o właśnie, pandemia... w sumie mamy znów IV falę tego świństwa, choć teraz ja mam już ją gdzieś. Oczywiście nadal nieco uważam i jakiś zasad maseczkowych przestrzegam, ale nie powiem bym się przejmował tym zbytnio. Rodzice przed Świętami dostaną jeszcze 3 dawkę, więc też mnie to już nie przeraża. Niech się martwią inni.
Mnie jedynie teraz przeraża inflacja (może parę innych rzeczy też, ale to najbardziej). Jak miesięcznie za zakupy spożywcze płaciłem 1600-1800zł, to teraz płacę ok 2300zł. 500zł więcej dla samego żarcia ot tak? Niezbyt radosna perspektywa.
No i jest jeszcze taka piękna i wspaniała dziewczyna, w której się zakochałem, a ona mi uciekła na drugi koniec świata do pracy na parę lat. i choć za kilka miesięcy wróci na parę tygodni, to sercowo ciężkie czasy nastały.
Finanse i serce, jak to się wiąże, ech życie :)

c.d.n